3 września 2014
Oczywiście matki świeżych przedszkolaków ogarnęło szaleństwo. Wszak dzieci nasze ukochane, wychuchane, wymuskane idą w obce łapska. Większość matek chyba z kacem moralnym siadła pierwszego dnia w domu i próbowała nie nasłuchiwać odgłosów nieistniejące zabawy. I ja niestety nie była wyjątkiem od tej reguły. Mimo nadejścia tej wyczekiwanej "wolności" choćby tylko parogodzinnej, kaca moralniaka złapałam.
Miałam nie iść pierwszego dnia z moimi chłopakami. Mąż mój nawet przez chwilę zawahał się czy aby to dobry pomysł, że idę. "Weź może nie idź, wiesz jeszcze się popłaczesz".
Ale poszłam. Spać w nocy nie mogłam. Obmyślałam "kompozycję" ubraniową. Czy rękaw krótki, czy długi, czy w pierwszy dzień to w dresach wypada, że może zamiast dresów leginsy, ale jak leginsy, to chyba koszulka dłuższa. Wiecie, rozważania matki wariatki.
Rano dziecię jak nigdy trzeba było budzić. Tak! Dziecko, które śpi góra do szóstej postanowiło spać. Na hasło idziemy do przedszkola, koledzy czkają zerwało się z łóżka jakby usłyszało pożarrrr!!!!
Matka w skupieniu przygotowała strój dnia. Do reklamówki przygotowała "zapas na wszelki wypadek". I dalej do przedszkola.
Ledwo weszliśmy w drzwi Michalisko krzyknęło jak się zwie i w odzewie usłyszało "ooooo Michałek, Wojtuś już o Ciebie pytał" .I to tyle jeśli chodzi o pożegnanie. Dziecię ledwo dało się rozebrać i założyć kapcie, matka na odchodnym (dziecięcia nie swoim) wymusiła jeszcze buziaka, ojciec zapomniany stał pośród kotkowych szafek, a dziecię nie oglądając się za siebie pognało do sali.
W samo południe, prawie jak rewolwerowiec matka ruszyła po syna. Myśl przyświecała jej jedna "na drzemkę nie zostawić, uratować pierwsze dobre wrażenie".
Pod przedszkolem czarno od podobnych do matki rewolwerowców. Niektórzy z podarkami dla dzieci. Zaatakowaliśmy otwarte drzwi jak hieny. Wszak to w tym strasznym przybytku dzieci nasze trzymają, a nas wpuszczają dopiero piętnaście po dwunastej.
Guziczek magiczny nacisnąć trzeba, głos tajemniczy pyta "po kogo?", do skrzynki metalowej szepnąć trzeba tajemniczą regułkę z imieniem i nazwiskiem. Dwie panie obok skrzynki w stylonowych fartuszkach pytają "a jaki numer?". W tym momencie matka zadrżała, że to podstęp. Wymyślili sobie tajne hasło z numerkiem, żeby jej ukochanego dziecięcia nie wydać.
Podstępnie orzekła, że nie wie i poprosiła o małą podpowiedź. Na magiczne hasło Kotki Michał P uzyskała tajemniczy numer, który ma pamiętać! Panie czytnikiem jak w sklepie na taśmie zrobiły klik i powiedziały "dziękuję".
Co i rusz z sali kotków otwierały się drzwi i wyprowadzano skazańca. Jedni płakali, uwieszali się matek, matki się wzruszały (ojcowie również) . Najważniejszym pytaniem jakie padało "i co podobało Ci się?" . Po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi padała dwa kolejne "to co jutro tu wracasz?" , "to opowiadaj jak było?". Co poniektóre kotki niezbyt zachwycone taką próbą inwigilacji odpowiadały "to za dużo opowiadania" i to był koniec rozmowy.
Wreszcie otwarły się drzwi i moim oczom ukazał się Rycerz. Uśmiechnięty, wcinający delicję. Na powitanie rzekł "wiesz inne dzieci płakały, bo tęskniły za rodzicami, a ja nie płakałem". Ulżyło mi. Potem padło magiczne "jutro też tu przyjdę, mam fajnych kolegów" i matce kamień z serca spadł. Niestety okazało się, że "dziewczynek nie lubi" . Matka, babcie i ciocie są wyjątkami, a w zasadzie inną kategoria dziewczynek, bo ona to nie lubi "tylko tych małych, nieurośnietych" .
Drugi dzień tez poszedł gładko. W piątek pierwsza próba pozostania na drzemce - trzymajcie kciuki, jeśli możecie oczywiści :)
Trzymam. Ja już dwa takie chrzty bojowe przeszłam, więc wiem co czujesz :)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńAle fajnie, że młodzież zadowolona :)
OdpowiedzUsuńU nas pierwszy rok był masakrą, więc troszkę zazdroszczę takiego pozytywnego wejścia w życie przedszkolne ;]
No brawo dla Rycerza! Jest dzielniejszy niż mama :)
OdpowiedzUsuńKciuki oczywiście będę trzymać i tak samo proszę za nas ;)
Bo u nas jest mega ciężko... moje serce ledwo daje radę :(
trzymam
OdpowiedzUsuńu nas podobny schemat wystąpił - dnia trzeciego jednak nastąpił kryzys w progu sali, w której buczały maluchy
Heh - miałam to samo, nie przespane noce, układanie ubrania, prasowanie itp. a mój syn został wchłoniety przez salę - nawet się nie obejrzał za rodzicami. W domu pustki i cisza, z tych emocji sprzatanie nie szło jak zawsze, nerwowe zerkania na zegarek, czy to aby juz nie trzeba isc. Jak poszlismy to Dziecię rzekło ze nie idzie do domu, bo chce jeszcze poleżeć:)) trzeci dzien nadal chętnie idzie - ale nie chwal dziecka przed koncem roku;))
OdpowiedzUsuńJa tez mam Przedszkolaka:)) U mnie było podobnie:)
OdpowiedzUsuńZ tym ze Tata czatował pod drzwiami po obiedzie:)) Tyle ze nasz Panna oświadczyła że ona chce byc prawdziwym przedszkolakiem i tata ma sobie iść bo ona zostaje spać:)) Ciekawe jak długo:)
A my od razu z grubej rury na drzemkę zostawiamy. Ale nas panie prosiły żeby tak zrobić, żeby się od początku dzieci uczyły że w przedszkolu się leży i odpoczywa ;)
OdpowiedzUsuńNo u mnie również przedszkolak, pierwszy i drugi dzień był super, a dziś rano zamęt w oczach, wszystkie drobiazgi jak wszedł do sali płakały to i pewnie jemu się udzieliło, ten 3 dzień chyba jakiś ciężki dla dzieciaków.
OdpowiedzUsuńMoże to magia imienia? :) ja trzeci tydzień nie dowierzam, że mogło pójść tak łatwo :)
OdpowiedzUsuńTo masz szczęście. U nas entuzjazm wielki, radość nie opisana a potem przychodzę i słyszę, choc nie muszę, bo widzę, że dziecko 5 godzin płakało, leżało na podłodze, dotknąć się nie dało. Patrzę na nią opuchniętą a ona uśmiecha sie i mówi, że fajnie.Następnego dnia znowu radość,a potem słyszę, że znowu płakała tylko krócej i zjadła nawet bo wcześniej na głodzie cały dzień.Dziś płacz od progu bo dziewczynka płacze i jeszcze 1,5 godzi potem.
OdpowiedzUsuńJak ja wytrzymam ten tydzień to jestem wielka.
A i moja stwierdziła, że chłopaki fajne a koleżanka to jedna Karolinka.
OdpowiedzUsuńSuper dzielny Rycerz :)
OdpowiedzUsuńU nas przygoda przedszkolna trwa od czerwca, trochę nietypowo, ale dzięki temu obyło się (póki co) bez choróbsk, zbiorowych histerii i podobnych tematów. Teraz moja panna nawet nie ogląda się za mną za bardzo. A koleguje się wyłącznie z chłopakami największymi rozrabiakami ;)
Haha, u nas pierwszy dzień wyglądał tak samo. Z małym wyjątkiem. Mnie o dwunastej dziecka nie oddali, bo już leżał gotowy do leżakowania. Matka z nietęgą miną opuściła przedszkole i rozmyślała, co tu robić przez kolejne 2h ;) Także, Mateusz od pierwszego dnia zostaje na leżakowaniu. I mój śpiący na codzień 2-3h syn, w przedszkolu spać nie chce ;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci. Moj płacze, nic nie je, chociaż twierdzi, że w przedszkolu jest fajnie. Młody ma dopiero 2,5 roku i jest strasznym maminsynkiem. Mam nadzieje, że z dnia na dzien bedzie coraz lepiej.
OdpowiedzUsuńCo to za cudowny plecak????
Renata
Trzymam kciuki oczywiście choć wiem, że dzielny Rycerz sobie poradzi.
OdpowiedzUsuńTo Rycerz jest bardzo dzielny! Mój syn zaczyna pierwszą klasę, ale świetnie pamiętam początki w przedszkolu :) po półtora tygodnia - a był to piątek - pani mówi: no super chłopak, z całej grupy tylko on jeden nie płakał... No i chyba w "złym momencie" to powiedziała, bo od poniedziałku zaczął płakać :) ale na szczęście trwało to krótko, jedynie 3 dni, chociaż przezornie wysyłałam tatusia, żeby syna odprowadzał - żeby się nie popłakać razem z młodym :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Rycerza!
Pozdrawiam
Dzielna Mama! Syn też, ale podziwiam cierpliwość ;)
OdpowiedzUsuńOj dzielne te nasze pociechy !!
OdpowiedzUsuńTosia podobnie.. Dzisiaj dostałam bure że ona chciała spać z dziećmi na leżance, a już po nią przyszłam :)
Hihi :D Moja mała mężczyzna po wyjściu pierwszego dnia z przedszkola przywitała matkę swą krótkim zdaniem: "O, mamo, już jesteś?" i... z powrotem do zabawy .... O, gdzie moje serce? Spadło z ramienia i się poobijało ;) Młodsza córa poszła do żłobka i... ale to już inna historia, tym razem łzawa :/
OdpowiedzUsuń